Menu

marzenia można spełniać

podróżowanie - to jest to co tygryski lubią najbardziej

Z niecodziennego dziennika – no kangaroos in Austria #1

biedna.asiula

Z dedykacją dla Aleksandra  – przeczytaj w przerwie tłumaczeń łacińskich testów

2336766-no-kangaroos-in-austria 

Parę słów z Poznania

Rozpoczynam pisanie dziennika z Erasmusa. Co prawda jeszcze nie dotarłam do Klagenfurtu, ale podróż już trwa. Kiedy się rozpoczęła? Czy w momencie gdy oddałam klucze od mieszkania na Powstańczej panu Tobole? A może raczej wraz z wyjazdem na Białoruś? Bardziej pasuje mi druga wersja: odkąd wyjechałam jeszcze niecały miesiąc temu w podróż na wschód nie mogę zagrzać miejsca na więcej niż tydzień (i to tak było tylko we Frankiwsku z uwagi na projekt).

Jestem zmęczona pakowaniem się, wypakowywaniem tylko niezbędnych rzeczy, martwieniem się czy nie wzięłam za dużo i jak to przewieźć. Dobrze jest odwiedzać znajomych, przyjaciół, ale chyba najbardziej komfortowo czułam się u Jaśminy, myślę, że ma na to wpływ nasza długoletnia znajomość i nie byłam po raz pierwszy na Oliwie. W innych miejscach nie miałam czasu żeby się przyzwyczaić, kiedy udało się przełamać skrępowanie z faktu bycia gościem, trzeba było jechać dalej.

Krótki pobyt w Poznaniu uzmysłowił mi dwie rzeczy: pierwszą, zrozumiałam załatwiając sprawy w dziekanatach – nie wyobrażam sobie powrotu na uczelnie bez dodatkowych zajęć. Nie mogę powiedzieć, że do tej pory narzekałam na nudę, ale nie chcę się już uczyć w taki sposób jak dotąd. Mam dość słabych zajęć, na które zarówno prowadzący jak i studenci przychodzą z myślą: „byle to zaliczyć”. Nie mogę znaleźć sensu w zajęciach, na których będziemy rozmawiać o teorii. Chciałabym robić coś bardziej konkretnego, przynoszącego jakieś wymierne korzyści. Druga dotyczy miejsca zamieszkania: idąc ulicą Grunwaldzką uświadomiłam sobie, że jestem wolna – mogę mieszkać gdzie chcę!

 Zdjcie03045
Ciężko jest się spakować na 4 miesiące. 

W drodze Poznań –Warszawa-Klagenfurt

Magda była najwspanialszym hostem! Przyjechała po mnie na dworzec, dorzuciła się na szafkę, w której zostawiłyśmy walizkę, nakarmiła, obdarowała książką (z teologii – każdy obdarowuje książkami ze swojej dziedziny, od Jarka dostałam poezję, a ja prawdopodobnie wybrałabym na prezent reportaże Hugo-Badera lub Szczygła) i dała wałówkę na drogę. A na koniec wstała o nieludzkiej 4 nad ranem, o której SDM śpiewał, że jeszcze sen nie przychodzi, i odwiozła na dworzec. Na peronie 3 stały dwa pociągi – mój do Villach Hbf i wagony sypialne z Mińska. Jest w tym jakaś ironia losu, nawet jadąc na zachód, wschód ciągle o sobie przypomina (facet obok mnie czytał wiadomości po ukraińsku i rosyjsku). Czułam, że opuszczam coś już znanego i na pewno będę tęsknić. Już w Mińsku mi powtarzali, że po Erasmusie na pewno wrócę do nich, że zatęsknię.

W podróż przez życie,

Na tym samym peronie,

Stał pociąg sypialny w przeszłość.

Mam przeświadczenie, że wsiadłem do dobrego pociągu- do przyszłość.

Jadę pomiędzy bardzo różnymi ludźmi,

A za oknem krajobraz codzienności.

Uściśniemy sobie dłonie w postoju na niecodziennej stacji,

Bo istniejemy i poruszamy się w Niekończącej się Opowieści.

[J.Pe]

Do Katowic jechało dużo osób, słychać było uderzenia palców o klawiatury laptopów. Korzystam z hot spot, ale brakuje niestety gniazdek w międzynarodowym pociągu, więc na za wiele komputer się nie przyda. Planowałam pisać  o Białorusi – jej smakach i obrazach, które zostały mi w pamięci, ale notes z zapiskami z podróży leży w wielkiej walizce, pomiędzy rzeczami  (cały czas się dziwię, czemu jest ich tak wiele, ale nigdy nie pakowałam się jeszcze na 4 miesiące).

Bohumin.  (vlak – pociąg po czesku!)

Ostatnie informacje jakie docierają do mnie o Austrii: Eurowizję wygrywa kobieta z brodą (niczym jak na jarmarkach XIX wiecznych, kiedy to pokazywanie anomalii natury, było jedną z rozrywek gawiedzi). Koleżanka poleca Niemiecki film „3096”, opowiadający historię dziewczyny więzionej przez 8 lat przez jakiegoś psychopatę w Austrii. Z opowiadań Polki mieszkającej w Austrii wynika, że Austriacy to nacjonaliści i w społeczeństwie jest wielu neonazistów. Austriacki niemiecki jest podobno nie zrozumiały, a ten w Karyntii (której stolicą jest Klagenfurt) sprawia trudności wiedeńczykom. Rada od znajomych z Wiednia: „poproś na początek, żeby mówili do Ciebie po niemiecku”. Sama dawno, nie posługiwałam się niemieckim. Pochłonięta  zgłębianiem rosyjskiego i ukraińskiego, traktując angielski za coś normalnego, zaniedbałam język sąsiada zza Odry. Ale gdzie lepiej przełamię się w mówieniu, jak nie w niemieckojęzycznym kraju?


Zdjcie0316

Czy zatem jest coś dobrego w Austrii? Wydaje się, że jedynie przyroda – Alpy, jeziora i architektura miast i miasteczek. Mam jednak pewność, że stereotypy, które tak szybko wypowiadamy nie dotyczą każdego Austriaka, że musi być w tym narodzie coś pozytywnego.


Zdjcie0315Zdjcie0305

Styria uchwycona z okna pociągu polonia.

Jestem podekscytowana tym wszystkim! Dzisiejszym pobytem u Andrei, tym jak wygląda akademik (i że w końcu rozpakuje się!), spotkaniami z Erasmusami, uniwersytetem oraz zajęciami. Właśnie dowiedziałam się, że zostałam przyjęta na zajęcia „Identies in Motion” („Tożsamość w ruchu”), na które to pisałam abstrakt o tym jak rozumiem „interkulturowość” i „multikulturowość”. Nie ma to bezpośrednio wiele wspólnego z ekonomią, ale who cares?

23 października

Pisanie dziennika jak na razie jest jakąś porażką. Niby mam mnóstwo wolnego czasu, bo przez ostatnie trzy tygodnie miałam tylko raz cały dzień zajęcia, a tak to niemiecki i kultura austriacka. Jednak zawsze znajdzie się coś innego do roboty.  Wszystkie przedmioty, bardziej lub mniej ekonomiczne, odbywają się w blokach, czyli na przykład trwają codziennie od rana do wieczora i po tygodniu kończysz kurs. Można również mieć zajęcia raz w miesiącu. Podróżuję więc, chodzę na imprezy, śpię do 9 rano, a kładę się spać o 3. Codziennie poznaję nowych ludzi, nie boję się już rozmawiać po niemiecku, a nawet czasem sprawia mi to przyjemność. Kiedy mam dość oglądam filmy po rosyjsku lub czytam ukraińską poezję. Do Polski nie tęsknie, a nawet zastanawiam się czy do niej wracać tak od razu, może studiować dalej w Wiedniu albo jednak jechać na EVS?  Mam fajną współlokatorkę - Agatę, z którą dobrze się dogaduje, często podobnie myślimy. Obie wiemy po co jesteśmy w Klagenfurcie: nauka języków i podróże. Te dwie rzeczy wystarczą, aby często rozumieć się bez słów.

DSC_0086DSC_0866

Pierwszy raz nad Wörthersee z Agatą.
DSC_010121DSC_08861
polsko-słowacko-chorwacka grupa

Cieszę się bardzo z tego, że przez ostatnie miesiące nic innego nie robię tylko podróżuję. Zwiedzanie miasta rozpoczynam od wizyty w IT, biorę mapę centrum i po 5 minutach wiem, co należy zobaczyć, jaki kościół, kamienicę, zamek, gdzie jest wieża widokowa. Później trzeba jeszcze znaleźć kawiarnie i miejsce, gdzie można coś zjeść. Satysfakcję przynosi wspięcie się na wzgórze i obserwacja panoramy miasta oraz jego okolic. Powoli dostrzegam podobieństwa, a czasem wszystkie place, kamienice i kościoły zlewają się w jeden obraz, tworzący moje własne miasto. Zdałam sobie sprawę, że w tym roku zwiedzam część dawnych Austro-Węgier: Iwano-Frankiwsk, Lwów, Użhorod, Koszyce, Cluj-Napoca, Braszow, Graz, Salzburg…

2 listopada

Po paru tygodniach w końcu zostałyśmy na weekend w Klagenfurcie. W czwartek była impreza w Studentendorf, miejsce to nie przypominało klubu, a raczej pomieszczenie zaimprowizowane na coś tego typu: trzy dziewczyny z make up jak na Halloween przystało sprzedawały drinki w studenckich cenach 1,5/2 euro. Muzyka była beznadziejna, a i tak towarzystwo dobrze się bawiło. Droga powrotna do naszego akademika zabrała nam około 40 minut na pieszo, wszystko dlatego, że nie mieszkamy blisko campusa. Mamy niedaleko do centrum miasta, ale na uczelnie jedziemy 20 minut autobusem ( otrzymałyśmy jednak bezpłatne semestralne bilety).  Autobusy w Klagenfurcie dzielą się na dzienne i wieczorne (trudno nazwać je nocnymi, kiedy ostatni z akademików mamy o 23:30). Dlatego też wracałyśmy na pieszo, jednak nie same tylko z „Pakistan Guys” (całe czas nie mogę zapamiętać ich imion!)  z naszego akademika, którzy również pojawili się na imprezie. Idąc jedną z głównych ulic Klagenfurtu widziałam zbliżające się w naszą stronę auto, a po chwili miałam połowę kurtki w jajku. Ktoś miał niezła zabawę tej nocy! Całe szczęście wszystko udało się sprać – herzlich willkomen in Österreich!

10600651_731492613592012_8236900875024458885_n

Impreza w Don Bosco Heim

W piątek w naszym akademiku przygotowaliśmy wspólnie międzynarodowy obiad: była hiszpańska tortilla, pakistański deser z suszonych owoców, kaszy i do tego placki, naleśniki, muffiny, sałatka, sangria (hiszpańskie wino z owocami i oranżadą) i turecki sos mięsno-warzywny. Prawdziwa uczta! Może właśnie w tym miejscu warto napisać trochę o tym, gdzie mieszkam. Akademik Don Bosco znajduje się koło dworca kolejowego, mieszka w nim na pierwszym piętrze 22 studentów , na drugim siostry zakonne, a większą część budynku zajmuje przedszkole. Mamy z Agatą wspólny pokój z łazienką, który jest sprzątany co tydzień. Z innymi mieszkańcami spotykamy się w naszej wspólnej kuchni, która jest miejscem rozmów oraz czerpania inspiracji do gotowania. Czasem bywa tak, że wszyscy chcą coś przygotować, a czasem siedzę sama przy herbacie i książce. Część studentów woli rozmawiać po niemiecku, więc jest to dobrą okazją dla mnie, jednak przeważnie rozmawiam po angielsku. Oczywiście i w tej małej grupie znalazłam Ukrainki i Rosjankę, czasem więc udaje się zamienić parę zdań w tych słowiańskich językach.

Ukrainę znajdę wszędzie

Przed wyjazdem Mama mówiła, że jadę do Austrii i będę tam tylko rozmawiała po niemiecku i angielsku, wtedy powiedziałam jej, że na pewno spotkam tam Ukraińców i miałam jednak rację. Już  w pierwszym tygodniu nadarzyła się okazja. Po teście poziomującym z niemieckiego wyszłam przed uniwersytet i usłyszałam rosyjski, więc podeszłam do chłopaka w okularach, które dodawały mu powagi i wysokiej roześmianej dziewczyny. Okazało się, że Dima jest z Doniecka, mieszka w Klagenfurcie już drugi rok i robi tutaj doktorat, Natałka przyjechała z Mińska na program Joint-Study. Po chwili dołączyła do nas Alina, też z Białorusi. Dima zaprosił nas na pizze, rozmawialiśmy po rosyjsku, a Natałka po białorusku. Na kursie niemieckiego mam również dziewczyny z Ukrainy i Rosji. Kiedyś tłumaczyliśmy tekst i zapytałam o jakieś słowo, Herr Bürger wytłumaczył mi je po niemiecku, ale cały czas nie mogłam znaleźć polskiego odpowiednika, więc koleżanka powiedziała mi po rosyjsku, ponieważ dalej nie przychodziło mi nic po polsku zapisałam rosyjskie tłumaczenie.

urodziny

ukraińskie życzenia

Dzisiejszy dzień był bardzo ukraiński. Pierwszy raz poszłam na nabożeństwo do City Chapel Klagenfurt, o którym dowiedziałam się w środę z akcji ewangelizacyjnej na uniwersytecie. Nie mogłam się doczekać niedzieli, brakowało mi zboru, kontaktu z chrześcijanami. Nabożeństwo było po angielsku, tłumaczone na niemiecki. Spotkałam tam Iwanke i Alosze oraz Natalię z Ukrainy, była też dziewczyna z Kazachstanu. Zbór nie jest duży, liczy około 20 osób, zjedliśmy później wspólne obiad (każdy coś przygotował i przyniósł ze sobą) i rozmawiałam głównie po ukraińsku. Iwanka z Aloszą i ich córeczką Sofią odprowadzili mnie na Heiligengeistplatz,  gdzie miałam spotkać się z Denisem. Przyjechał on z Tarnopola  również na semestr i poznaliśmy się na obiedzie w moim akademiku. Poszliśmy wzdłuż Landkanal nad Wörthersee. Świeciło pięknie słońce, budynki odbijały się w wodzie, liście mieniły się wszystkimi barwami jesieni. Usiedliśmy nad jeziorem na pomoście i czekając na zachód słońca rozmawialiśmy, kiedy skryło się ono za wzgórza momentalnie zrobiło się zimno. Nad wodę nadciągnęła mgła i po kilkunastu minutach nie było widać niczego.

PB0100461

Zachód słońca nad Wörthersee

Jednak mój Erasmus jest bardziej międzynarodowy, w Klagenfurcie jest wielu studentów z Włoch (także czasem rozważam rozpoczęcie nauki tego języka), Chorwacji i innych krajów byłej Jugosławii. Mam również jeden kurs ze studentami z czterech kontynentów: oprócz Europy są reprezentanci Ameryki Południowej (Chile i Nikaragua) i Północnej (USA) oraz Azji (Indie).

PA050050885923_487000104775688_4289676307997914007_o
Najlepsze lody w Klagenfurcie i zajęcia z "Identities in Motion"

W nauce języków obcych  wydaje mi się, że jestem teraz na etapie ćwiczenia płynnego przechodzenia z jednego języka na drugi.

Parę słów o Klagenfurcie

 DSC_09361

 DSC_00662DSC_00741DSC_0955DSC_09461

Klagenfurt - centrum miasta

Może powinnam trochę opisać Klagenfurt? Jak już kiedyś wspominałam jest ono stolicą jednego z krajów związkowych Austrii: Karyntii (Kärtner). Mieszka w nim około 100tys. mieszkańców i należy do typu spokojnych i trochę nudnych miast, gdzie owszem coś się dzieje, ale nie za wiele. Sklepy zamykają się o 18, w niedzielę można coś kupić tylko na dworcu. Nie ważne czy idziesz przez centrum o 9 wieczorem, czy  2 w nocy – ulice i tak są wyludnione. Najbardziej urokliwym miejscem według mnie jest trasa spacerowa wzdłuż Landkanal, która ciągnie się z centrum nad jezioro i oczywiście same Wörthersee. Jeśli ma się samochód to wystarczy pół godziny, aby dojechać na parking i w trzy godziny wspiąć się na Kosiak (2024 m). Mimo to jak do tej pory nie udało mi się, tego zrealizować (już raz organizowałam i ludzie pojechali, kiedy byłam w Słowenii!). Także na mojej „to do list” pozostaje wypad w góry. Jakoś nie mogę liczyć wycieczek wzdłuż brzegu jeziora, gdzie najwyższy punkt znajdował się na 600 m. Jednak znajomi, którzy poszli ze mną na spacer nazywali to wyjściem w góry… Dwa tygodnie temu spadł pierwszy śnieg, w słoneczne dni widać przyprószone szczyty góry wokół Klagenfurtu, mam nadzieję zdążyć przed kolejnym śniegiem – uda się

PA120185PA040035PA040030
Wörthersee
Kosiak_und_Hochstuhl_21062011_755
Cel do zdobycia: Kosiak (2024 m)

© marzenia można spełniać
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci