Menu

marzenia można spełniać

podróżowanie - to jest to co tygryski lubią najbardziej

Wszędzie są tille

biedna.asiula
Skąd się wziął tytuł? Kiedy szukaliśmy supermarketu, zauważylśmy, że na każdym jest napisane "till", oznacza to oczywiście "till 22" (do 22), ale może ze zmęczenia, każdy kolejny sklep nie miał dla nas nazwy innej niż poprostu "till".

nocny SztokholmSemla&IkeaLampyPokaż ząbki!MyWszystkie dzieci nasze sąIkea!!Trochę ciszej pracujcie chłopcyParlament i rzekalecimynastępnym razem jedziemy tam!Walentynkipopraw okulary, mapa w dłoń i ruszaj dalej!popraw okulary, mapa w dłoń i ruszaj dalej!Halo?dla Agatywartawejście do parkuwitamy!bałwanpopraw czapęprzystańStokholmPokój w którym śpimy nie ma okna, ponieważ jest to część salonu przedzielona szafą. Kiedy dzwoni budzik o 8 rano, trudno nam uwierzyć, że już trzeba wstawać, bo jest ciągle ciemno. Hugo Hugo mówił wczoraj, że wychodzi do pracy o 9, przynajmniej my tak myśleliśmy... a w rzeczywistości budzi się o tej porze. 

Całodniowy spacer po Sztokholmie rozpoczynamy od udania się na wyspę muzealną, gdzie znajduje się między innymi Vasa Museum, poświęcone okrętowi, który zatonął w dniu swojego wodowania. Stolica Szwecji jest od rana na nogach, moją uwagę zwrócili panowie zmierzający do swoich biur, ponieważ co niektórzy nałożyli na swoje lakierki gumowe kalosze w celu ochrony przed błotem i solą. Niektóre kalosze mają kolor pomarańczowy, co przypomina raczej buty ogrodowe, ale istnieje także wersja czarna. Jestem ciekawa kiedy ten wynalazek pojawi się na ulicach Poznania:) 

Kiedy jestem po raz pierwszy w mieście, muzea nie widnieją na moje liście co chcę napewno zobaczyć. Wyjątkiem był jedynie Londyn, jak wiadomo wstęp bezpłatny to słowo klucz dla tanich wycieczek. Będąc na wyspie muzealnej również nie zdecydowaliśmy się na odwiedziny żadnego obiektu. Ulepiliśmy za to bałwana. 

Temperatura wynosi koło 0 stopni, śnieg jest ciężki i trzeba uważać czy przypadkiem nie spada właśnie z dachów kamienic. Całe szczęście odpowiednie służby działają, aby ograniczyć niebezpieczeństwo. Z wyspy muzealnej idziemy na stare miasto, aby się trochę zagrzać wchodzimy do sklepów z pamiątkami. Pipi ogarnia szał kupowania pamiątek, nagle wszystkie te małe pierdółki są bardzo potrzebne. Przechodzimy koło pałacu i wchodzimy do katedry, za kilka minut rozpocznie się msza, więc mamy nie wiele czasu na zwiedzanie. Błądzimy po wąskich uliczkach oglądając wystawy i przeglądając asortyment sklepów z pamiątkami. Pipi i mnie spodobały się gadżety z Muminków, ale dochodzimy do wniosku, że jak już kupować Małą Mi czy Włóczykija ro raczej w Finlandi.

Ratusz w Sztokholmie znajduje się nad rzeką (jej nazwa jest zapisana tak jakby ktoś nacisnął dowolne klawisze na klawiaturze). Jak dla mnie jest to dość specyficzny budynek: wieża wygląda jak latarnia morska, a reszta jak kościół. Jesteśmy jednak zmarznięci, więc nie podchodzimy bliżej tylko idziemy na dworzec, skąd łapiemy darmowy autobus do Ikei.

Jak tu być w Szwecji i nie pojechać do Ikei? W dobie globalizacji każdy sklep sieciowy wygląda tak samo, ale po pierwsze jest to szansa na tani obiad, a po drugie Paweł nigdy nie był w Ikei. Ta podróż to w ogóle mnóstwo pierwszych razów dla Pawła: lot, cs, Ikea, Szwecja (jeszcze raz wszystkiego najlepszego!). Sklep ma 4 piętra i zwiedzamy każde trochę jak muzeum (co się z nami porobiło zamiast do muzeum to do sklepu!). Robimy parę śmiesznych zdjęć i odpoczywamy wypróbowując miękkość materacy (przypomnina mi się scena z filmu "500 dni miłości"). Na koniec Paweł zaprasza nas na kawę i Semlę, czyli ciastko z kremem i jabłkami. Po raz wracać do miasta.

Jesteśmy w sklepie, kiedy dzwoni Hugo Hugo pytając nas kiedy będziemy w domu i czy idziemy na imprezę. Po krótkim namyśle zgadzamy się na wspólne wyjście i szybko idziemy do domu, po drodze przeżywając z Pipi, że przecież wyglądamy bardzo turystycznie, a nie na żadną imprezę. Nasz niepokój okazuje się przed wczesny, ponieważ znowu nie zrozumieliśmy się z naszym hostem (znamy angielski, a niektórych rzeczy nie przeskoczysz). On zaraz wychodzi na spotkanie ze znajomymi, a nam może powiedzieć gdzie możemy iść na piwo. Po niespełna pół godziny znowu jesteśmy na dworze, Paweł nas prowadzi do pubu wskazanego przez Hugo. Mimo happy hour piwo kosztuje nas 29 kr, więc około 15 zł. Dzięki temu wyjściu zainteresował nas snooker:) Całodzienne chodzenie daje o sobie znać i szybko wracamy do domu.

Piątek to dzień powrotu do Polski. Paweł znowu po mistrzowsku prowadzi nas na dworzec, skąd odjeżdzają autobusy na lotnisko, tym razem nie ryzykujemy łapać autostopa. Bilet w jedną stronę dla osób do 26 roku życia kosztuje 125 kr (około 65 zł), więc jest to dość sporo. Lot przebiega bardzo wesoło, stuart, który miał przedstawić procedury bezpieczeństwa nie może powstrzymać śmiechu z nieznanego nam powodu. Lądujemy w Gdańsku zgodnie z planem. I tutaj rozstaję się z moimi towarzyszami podróży Pipi z Pawłem jadą do Szczecina, a ja zostaję w Gdańsku na Zimowy Zjeździe. 

Z czym mi się kojarzy Szwecja po tym wyjeździe? Napewno przekonałam się, że jest to kraj drogi, dalej przychodzi mi na myśl Ikea, łosie, Pipi Langstrumpf, Wazowie i Wikingowie. Po za tym pozostanie dla mnie krajem pełnym śniegu (przynajmniej do tej pory póki nie przyjadę to inną porą roku). 

 

Kolejny wyjazd to Bruksela, a później chcę wrócić na wschód. 

 

© marzenia można spełniać
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci